Miecz Aleksandra

Dodano 9.2.2020

 

Znana jest opowieść o Aleksandrze Wielkim, przecinającym węzeł w miejscowości Gordion w obecnej Anatolii - gdy dotarło do niego, że rozsupłanie go w konwencjonalny sposób przekracza ludzkie możliwości. Można mu zarzucać, że miast się wysilić poszedł wtedy na tzw. skróty. Opis stał się jednak symbolem tego, że dla nazbyt zawiłych sytuacji jedynym remedium pozostaje czasem skorzystać z rozwiązań tyleż brutalnie prostych co nieszablonowych.

Gdy pojawił się senacki projekt ustawy przywracającej praworządność (druk nr 40), nie zaskoczyły krytyczne głosy beneficjentów obecnych zmian, wskazujących, że rzekomo zawiera on rozwiązania niekonstytucyjne. Parafrazując myśl Mussoliniego napisano kiedyś: „każdy rewolucjonista staje się konserwatystą dzień po rewolucji”. Rozkoszowaniu się zdobyczami sukcesu towarzyszy wtedy dążenie do legitymizacji stanu posiadania poprzez odwoływanie się do tych samych zasad, które dopiero co złamano aby dojść do władzy. Oczywistym więc było, że mimo widocznych gołym okiem wad powołania, dalsza narracja będzie zmierzała do twierdzeń o nieusuwalności nominacji sędziowskich uzyskanych z udziałem neoKRS. Wyrazem tego są zapisy „ustawy kagańcowej” oraz kolejne orzeczenia nowych sędziów SN, opierające się na braku kontrolowalności prezydenckiej prerogatywy nominacyjnej, a zgodnie pomijające zarówno jasną treść art. 179 Konstytucji RP oraz jej art. 2 i art. 7. Te zaś wszak ograniczają wszystkie władze publiczne, w tym i Prezydenta RP. Towarzyszy temu narracja, mówiąca o próbie wywrócenia porządku konstytucyjnego i zasad demokratycznych przez opozycyjny Senat, a ostatnio przez uchwałę trzech połączonych izb SN. Ukoronowaniem będą orzeczenia zdominowanego przez PiS Trybunału Konstytucyjnego w sprawach K 3/20 i Kpt 1/20, których treść była z grubsza znana już w chwili składania wniosków, jakie uruchomiły te postępowania.

Nie budzi wątpliwości, że personalne nominacje PiS w sądownictwie nie są prawidłowe konstytucyjnie i z perspektywy unijnej. Pozostawiając na boku zastrzeżenia wynikające z wyroku TSUE i uchwały połączonych trzech izb SN, pomimo uporczywego ukrywania przez polityków partii rządzącej list poparcia do neoKRS dostatecznie dużo już wiemy o zawartości i procedurze zbierania owych list, aby mieć pewność, że M. Nawacki (pytanie czy tylko on?) ostatecznie nie miał wymaganej liczby podpisów. Skoro kadencja była wspólna i zaczynała się w tym samym momencie to wszystkie nominacje z rekomendacją obecnej neoKRS uzyskane zostały na bazie jej nieważnych uchwał. Tym samym nie przeszły drogi wymaganej dyspozycją art. 179 Konstytucji RP. Być może za moment nowi sędziowie SN orzekną tu coś innego (sygnał odmiennej koncepcji sędziego z tego grona niedawno spotkałem na Twitterze), ale odróżnić należy rzetelne oceny prawne od uwzględniania w wydawanych wyrokach własnego interesu personalno-zawodowego. Z brzmienia art. 2 i art. 7 Konstytucji RP nie da się zarazem wysnuć logicznie innego wniosku aniżeli ten, że ustawy zasadniczej nie uchwalono po to by chroniła skutki deliktów konstytucyjnych czy owoce zachowań, które da się rozpatrywać li tylko w kategoriach czegoś, co osobiście określam jako „paserstwo konstytucyjne” (a więc uzyskania urzędu w okolicznościach, które u samego beneficjenta powinny wzbudzić wątpliwości co do faktu konstytucyjności jego otrzymania). Od strony formalnej jeszcze latami nie będzie to możliwe do stwierdzenia - mając na uwadze aktualną sytuację w Trybunale Konstytucyjnym, który utracił zdolność do rzetelnej apolitycznej kontroli zgodności ustrojowej ustaw. Obecne zmiany na tym bazują i wyraźnie zmierzają by metodą faktów dokonanych i mimo zastrzeżeń prawnych przeforsować możliwie dużą liczbę nominacji sędziowskich na najwyższych szczeblach, a później twierdzić, że są już niewzruszalne. Gdyby trzymać się myślenia schematycznego, następcom po rządach PiS pozostawałoby wtedy pogodzić się z politycznym przejęciem SN (gdy Prezydent A. Duda powoła brakujących sędziów do powiększonego przez siebie Sądu Najwyższego pełnego składu 125 osób), NSA i na wyższych szczeblach sądownictwa. Alternatywą - nierealistyczną politycznie i nieakceptowalną z punktu widzenia morale reszty polskich sędziów - byłoby odesłanie masy nowopowołanych sędziów w stan spoczynku (ze 100 % ostatniego uposażenia). Wszelkie dalej idące próby korekty skutecznie niweczyłby przy tym zdominowany przez PiS Trybunał Konstytucyjny.

Gdy Marszałek Senatu na druku nr 40 zaprezentował senacki projekt przywracania praworządności, jego lektura dla zwolenników zmian mogła być szokiem. Pozostawiając na uboczu fakt, że na razie oczywiście nie ma realnej możliwości jego uchwalenia, wysłano w nim czytelny sygnał, zarówno dla polityków PiS ale i dla sędziów, powołanych przez neoKRS czy będących w samej Radzie. Opozycja wyraźnie nie będzie grać wedle opisanych zakładanych reguł podobnie „znaczonymi kartami”, ale z uwagi na skalę zastrzeżeń co do legalności i kierunku obecnych zmian gotowa jest dla przywrócenia praworządności „wywrócić stolik” (co zresztą przewidziałem już u zarania powstania nowej KRS). W zakresie szczegółowych rozwiązań odesłać należy do rzeczonego projektu. Zwraca tu uwagę np. nowy wybór sędziów do Krajowej Rady Sądownictwa, przy skróceniu jej kadencji, a także los nominatów, którzy otrzymali swoje urzędy dzięki uchwałom gremium pełniącego obecnie tę funkcję.

Warto zauważyć, że zwolennicy obecnych zmian, korzystając ze znanych powszechnie nieprawidłowości w działaniu obecnego Trybunału Konstytucyjnego oraz jego skrajnego upolitycznienia, całą swoją narrację od początku opierają na tezie, że skoro ten nie stwierdził niekonstytucyjności to nie można zasadnie kwestionować wprowadzonych przez PiS rozwiązań. Stara prawda głosi, że kto mieczem wojuje ten od niego ginie. Machając nim na oślep też zaś łatwo się samemu skaleczyć. Paradoks kurczowego trzymania się koncepcji tzw. domniemania konstytucyjności ustawy (na tym oparto obecne zmiany i tym usprawiedliwiali się nowi nominaci do SN) polega na tym, że wystarczy uchwalić ustawę bez vacatio legis albo tylko ze szczątkowym, aby wywarła skutki prawne nim Trybunał będzie w stanie zareagować. W takim wypadku do tego momentu nie da się stwierdzić jej niekonstytucyjności (co więcej: jest formalnie konstytucyjna), a gdy w końcu (i jeśli) zostanie to zakwestionowane to i tak już będzie za późno, bo zakładane fakty prawne się dokonają. Dostrzec zatem należy, że w najbardziej kontrowersyjnych punktach senacki projekt przewiduje, że wejdą one w życie już dzień po ogłoszeniu ustawy. Nieważne więc co zrobiłby w tej sytuacji zdominowany przez PiS Trybunał Konstytucyjny, wywołałaby planowane zmiany.

Przy obecnych kontrowersjach prawnych, inicjatywa Senatu wydaje się bardzo czytelnym wezwaniem do wycofania się przez partię rządzącą przynajmniej z kontynuowania zmian. Do tego byłaby jednak potrzebna wola polityczna - a tej wyraźnie brakuje, zwłaszcza ze strony polityków Solidarnej Polski. Nie zaskoczy zatem, gdy po rządach PiS opozycja skorzysta ze starożytnego wzorca rozwiązania węzła gordyjskiego i przeforsuje coś na kształt projektu senackiego. Przy upadłym autorytecie sądu konstytucyjnego nie uratują wtedy zdobyczy tej rewolucji nawet korzystne dla PiS orzeczenia TK. Właśnie dlatego, że już teraz wiadomo jakie będą te orzeczenia. Może więc już najwyższy czas przynajmniej się zatrzymać?

 

SSO Tomasz Krawczyk

 

 

 

 

Redakcja: Krzysztof Kacprzak, Halina Kierska-Furmańczyk, Ewa Maciejewska, Rafał Maciejewski (admin) i Katarzyna Wesołowska-Zbudniewek

kontakt:   administrator(at)sedziowielodzcy.pl    (w miejsce (at) należy wpisać @)