O wolności słowa - raz jeszcze

Dodano 27.10.2019

 

 „Wolność oznacza odpowiedzialność. A to jest właśnie to, czego się większość ludzi obawia” powiedział kiedyś George Bernard Shaw. Tyczy się to również wolności wypowiedzi i granic tejże wolności w kontekście odpowiedzialności za słowa. Te słowa wydają się też być nadal aktualne szczególnie w świetle ostatnich wypowiedzi polityków dotyczących wydawanych przez sądy orzeczeń. Zauważam pewną prawidłowość, jeżeli ktoś z przedstawicieli władzy ustawodawczej lub wykonawczej jest niezadowolony z treści orzeczenia, to krytykując zapadłe orzeczenie nie używa argumentów merytorycznych, a wręcz przeciwnie, nader często pojawia się argumentacja populistyczna, a krytyka ubierana jest w słowa obraźliwe i niegodne.

Ponownie modnym staje się pojęcie - „sędziokracja”. Wydaje się, że u podstaw takiego sformułowania leży przekonanie, iż władza sądownicza treścią konkretnego rozstrzygnięcia wkracza w dominium należne dwóm pozostałym władzom. Z kolei sama sędziokracja ma być zapewne formą wynaturzenia demokracji. Jednak, aby dowieść takiego stanu rzeczy należy przytoczyć argumenty, a nie jedynie inwektywy.

Ostatnio pojęcie to pojawiło się w wypowiedzi jednego z prominentnych polityków, byłego vice Ministra Sprawiedliwości, a obecnie europosła - Patryka Jakiego. Oczywiście, żeby było jasne, nie odmawiam panu posłowi prawa do krytyki. Jednak powinien on pamiętać, że krytyka musi być przede wszystkim uzasadniona okolicznościami i rzeczowa, a nie bazować na emocjach ludzi, którzy na skutek wydanego rozstrzygnięcia znaleźli się w trudnej sytuacji życiowej.  Posłużę się dla jasności cytatem z wypowiedzi Patryka Jakiego, która to była przytaczana przez dwa tygodniki „wPolityce” i „Do Rzeczy”: „Sąd i ratusz PO stają za przestępcami z mafii reprywatyzacyjnej. Kiedy każdy wie, że w sprawie tej kamienicy był przekręt. Złożę wniosek o postępowanie dyscyplinarne wobec sędziów, którzy łamią prawo” i jeszcze jeden cytat: „Sędziowie w tej sprawie łamią prawo. Przyznali sobie uprawnienia władzy ustawodawczej i nie stosują ustawy uchwalonej przez Sejm. A ich obowiązkiem jest orzekanie na podstawie ustaw, których nie uznają. Skandal nad skandal” 

Nie chcę w tym miejscu odnosić się do treści samego orzeczenia, bo nie znam przesłanek, które legły u podstaw jego wydania, na marginesie dodam jedynie, że dotychczasowe decyzje WSA w Warszawie dotyczące odwołań od decyzji „Komisji do spraw reprywatyzacji nieruchomości warszawskich” były różne i nie słyszałam, aby ze strony np. przedstawicieli miasta stołecznego Warszawy w sytuacji przegranego postępowania padały słowa o sędziokracji, czy też staniu sędziów ramię w ramię z przestępcami. W związku z tym warto skupić się na samym komentarzu autorstwa Patryka Jakiego.

Na pierwszy rzut oka chciałoby się wierzyć, że ta niefortunna wypowiedź wnikała jedynie z niezrozumienia treści orzeczenia i wygłoszonych na sali rozpraw ustnych motywów rozstrzygnięcia i pisemne uzasadnienie rozwieje wątpliwości lub też pozwoli na sformułowanie zarzutów celem zaskarżenie orzeczenia do sądu wyższej instancji. Jednak znając temperament i dotychczasowe wypowiedzi tego polityka wydaje się to raczej niemożliwe. Zgadzam się z tym, że sądy powinny orzekać w oparciu o obowiązujące prawo. Mają jednak również prawo dokonać odpowiedniej wykładni przepisów i w tym stwierdzić ich sprzeczność z Konstytucją, a co za tym idzie w oparciu o przepisy tejże Konstytucji mają prawo „pominąć” treść przepisów ustawy, które ich zdaniem nie spełniają kryteriów zgodności z jej zapisami. Nie jest to żadnym skandalem, a tym bardziej nie świadczy o przyznaniu sobie przez władzę sądowniczą uprawnień władzy ustawodawczej i nie jest też przejawem łamania prawa przez sędziów. Aby jednak o tym wiedzieć należy wykazać się znajomością podstawowych zasad związanych z funkcjonowaniem państwa prawa i trójpodziałem władzy. 

W tym miejscu należy także przypomnieć, że przedstawicieli władzy obowiązuje pewna powściągliwość w języku i wyrażaniu opinii, a wolność wypowiedzi jest ograniczona. Zgodnie z art. 54 ust 1 Konstytucji RP wolność słowa obejmuje wolność wyrażania swoich poglądów, wolność pozyskiwania informacji oraz wolność jej rozpowszechniania. Gwarancja określona w art. 54 ust. 1 służy zabezpieczeniu prawa jednostki. Jednakże jest ona o tyle ograniczona o ile nie narusza prawa innych. Należy podkreślić, że prawo do krytyki na płaszczyźnie władza obywatel zawsze stoi po stronie obywatela, ogranicza zaś władzę i jej przedstawicieli, którym „wolno mniej”. W świetle tych uwag wypowiedź Patryka Jakiego, jako czynnego polityka i posła, jawi się jako niedopuszczalna i to nie w zakresie stwierdzenia, że orzeczenie WSA w Warszawie jest objawem sędziokracji, choć muszę przyznać, że takie postrzeganie i ocena władzy sądowniczej jest mi zupełnie obca. Ta niedopuszczalność wypowiedzi przejawia się więc w wypowiedzi dotyczącej łamaniu prawa przez sędziów przy wydawaniu orzeczenia i nadaniu sobie nienależnych im uprawnień, a także i może przede wszystkim w porównaniu sędziów wydających orzeczenie do przestępców.  Zupełnie zaś kuriozalna i niedopuszczalna jest groźba złożenia wniosku o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego wobec sędziów za wydane orzeczenie. Patrząc jednak na dotychczasowe wypowiedzi tego polityka to wydaje się, że nie jest to wypowiedź odosobniona, że przypomnę tylko jego wypowiedź skierowaną do sędziego w trakcie toczącego się procesu z jego udziałem. Biorąc zaś po uwagę dotychczasową praktykę rzecznika dyscyplinarnego można się spodziewać wszczęcia postępowania dyscyplinarnego wobec sędziów za treść wydanego orzeczenia (słynny eksces orzeczniczy). Zapewne chodzi tu przede wszystkim o osiągniecie, nie pierwszy już raz, tzw. efektu mrożącego. Taką mamy obecnie rzeczywistość, lecz na to nie można się godzić, a wręcz  trzeba się temu z całą mocą przeciwstawiać.

Na koniec jeszcze jedna dygresja, nie odmawiam Patrykowi Jakiemu prawa do krytyki, ale pragnę przypomnieć, że swoboda wypowiedzi nie jest niczym nieskrępowana. Ograniczają ją dobra osobiste innych osób, takie jak dobre imię, którego krytyka ta nie powinna naruszać. Takie zaś wypowiedzi skierowane wobec sędziów i sądów powodują, że na wkraczanie funkcjonariuszy policji na salę sądową w trakcie rozprawy i legitymowanie sędziego w czasie wykonywania obowiązków służbowych jest społeczne przyzwolenie i to tylko dlatego, że obywatel był niezadowolony z treści zapadłego orzeczenia i ustnych motywów rozstrzygnięcia. Na nic potem zdają się tłumaczenia przedstawicieli policji i obietnica wyciągnięcia konsekwencji służbowych, mleko się wylało. Doprowadzono do sytuacji groźnej dla funkcjonowania państwa, ale spowodowane jest to, nie tylko bezmyślnością samych funkcjonariuszy i ich przełożonych, ale przede wszystkim atmosferą wytworzoną przez polityków wokół sądów i sędziów. Te nieodpowiedzialne i czasem wręcz głupie słowa i oskarżenia krążą w przestrzeni publicznej i wywołują określony skutek - agresję, a to może w konsekwencji doprowadzić do tragedii.

Należy więc zawsze pamiętać, że wolność słowa nie zwalnia od myślenia, kultury osobistej i szacunku do drugiego człowieka.

 

SSO Katarzyna Wesołowska-Zbudniewek

rys. Arkadiusz Krupa

 

 

 

 

Redakcja: Krzysztof Kacprzak, Halina Kierska-Furmańczyk, Ewa Maciejewska, Rafał Maciejewski (admin) i Katarzyna Wesołowska-Zbudniewek

kontakt:   administrator(at)sedziowielodzcy.pl    (w miejsce (at) należy wpisać @)